W owym stawaniu się drzewem ciężkim od konarów, stwardniałym od sęków i o zmarszczonej korze, jak gdyby czas namaścił już pergamin moich palców, a stawszy się sobą stałem się zarazem odpornym na rany.
I mówiłem sobie, że kogoś, kto tak się postarzał, żaden tyran nie mógłby zastraszyć odorem tortur, przypominającym odór skwaśniałego mleka, i że nie potrafiłby w nim niczego zmienić, albowiem cale życie wlecze się za nim jak podarty płaszcz przewiązany tylko jednym sznurkiem. Ja także Read the rest of this entry »